wtorek, 25 października 2011

Czarno-biało. Ozdoby do włosów.

Czarny stroik albo woalka to zabawa z konwencją. Do czarno-białej kreacji pasuje, przy białej sukni będzie dominującym akcentem, zwłaszcza na blond włosach. Na ciemniejszych może wyglądać dyskretniej niż biały odpowiednik.

Im większy, tym bardziej doświadczonej głowy potrzebuje - tych okazalszych nie polecam na dłuższe imprezy - będą ciążyć.









= Małgorzata Hupert/Flowerfelt Design

= Artemoda

= Milita Nikonorov
= Butik Dominiki

= Cilla

= Colette Malouf

= Maison Michel
 = BCBG
= Top Shop

= Philip Treacy
= Valentino
 
= Luella

 = Jenny Packham

Czarno-biało. Pasiaste suknie.

Halloween nierozłącznie kojarzy mi się z Sokiem z Żuka :) A zatem - czarno białe pasy i czarne woalki to inspiracja na rozpoczęcie tego cyklu.

= Jean-Charles de Castelbajac (Lady Gaga, Telephone)

 = Giles Deacon

= Oscar de la Renta

= Ralph Lauren (Joely Richardson)

= Angel Sanchez

= Pamella Roland (Jessica Stroup)

= Kuraudia

= Temperley London

= Sherri Hill





Na zakończenie przykład ku przestrodze. Tak kontrastowe połączenie może niefortunnie zniekształcić optycznie sylwetkę, z powodzeniem symulując ciążę nawet na manekinie:

poniedziałek, 24 października 2011

Jesienne mgły. Vera Wang, jesień/zima 2012.

"Vera Wang" i "suknia ślubna" są praktycznie synonimami. Zachwycać się wręcz nie wypada, bo to trochę jak "lubienie" Luwru, Gwiazdki czy czekolady. Oczywista oczywistość, kremowy ptyś.

Ale najnowszą kolekcją pozachwycać się muszę, choć przez moment. Jest taka, jak mój widok z okna - zamglona, przydymiona, owiana pajęczyną tajemnicy. Idealnie utrafiła w nastrój dzisiejszego dnia.


Żeby nie było za słodko, dalsza część kolekcji popada w czerń. Doceniam różnorodność, ale na przykład poniższą suknię chętnie zobaczyłabym w tej złotawo-mglistej tonacji:

Od jutra zapraszam na tygodniową serię w palecie czarno-białej. Moja, lekka wersja Halloween, bez dyni i gotyku.

czwartek, 20 października 2011

Gwiezdny pył. Gwiazdka z nieba.

Niebiańskie atrakcje.

Oczywiście przede wszystkim - "lampiony szczęścia", czy jak je zwał, tak zwał. Szturmem zdobyły popularność na weselach, cieszmy się tą modą.


Fotografia z poznańskiego bicia rekordu w ilości puszczonych lampionów - z okazji Nocy Świętojańskiej. Odsyłam do strony z filmikami, robią niesamowite wrażenie.
Z obserwacji na weselach, na których widziałam tę atrakcję - wskazówka. Świadkowie, czy inne bliskie osoby, powinny potrenować puszczanie lampionów. I móc zarówno rozkręcić akcję, jak i utrzymać ilość lampionów w powietrzu na atrakcyjnym poziomie, a także pomóc opornym. Inaczej zamiast zapierającego dech w piersiach widowiska będziemy mieć zawody, komu uda się prawidłowo wypuścić lampion. Co też jest zabawne, ale już nie tak efektowne. A w zbliżających się, chłodnych miesiącach, może być wręcz irytujące.

Formę lampionów możemy powtórzyć też we wnętrzu - znalazłam instrukcję dla cierpliwych:
Ja osobiście poddałabym się po 2 sztukach i poszła na kompromis w postaci zgniecionych kulek.


Sprowadzanie wina z Kalifornii jest zapewne zbytnią ekstrawagancją, ale na takie butelki miło popatrzeć. 12 Signs do inspiracji.

Na stronie Marthy Stewart, skrzyni skarbów inspiracji, znalazłam ten słodki klejnot:

Cukiernia o wdzięcznej nazwie Promise Me Chocolate ma w ofercie między innymi poniższe czekoladki z nadzieniem miętowym:
 Ponownie koszty znacznie przekraczają przeciętny budżet. Rozwiązaniem jest zakup foremki do pralinek i przed wlaniem czekolady pociągnięcie wnętrza perłową farbą spożywczą.

I to by było na tyle, jeśli chodzi o serię astralną. Pora na nowy cykl. Zdradzę, że zainspirowany nadchodzącym świętem. Będzie kontrastowo.